• Wpisów:23
  • Średnio co: 70 dni
  • Ostatni wpis:4 lata temu, 15:51
  • Licznik odwiedzin:7 195 / 1696 dni
Jesteś niezalogowany. Niektóre wpisy dostępne są tylko dla znajomych.
fuck12
 
lovely1
 
Wpis tylko dla właściciela minibloga

Wpis prywatny. Może go zobaczyć tylko właściciel minibloga.

 

 
BLOG TYMCZASOWO ZAWIESZONY!!!
Powody? Brak czasu ( wiem zbliżają się wakacje, ale ich nie spędzę w domu) i brak pomysłu. Całkowicie straciłam wenę. Tak, tak wiem. To może nie wydają się takie straszne powody, ale jednak. -.-
Jeszcze mam dwa pytania.
Pierwsze: Mam kontynuować te opowiadanie, czy zacząć nowe. Zauważyłam, że coraz mniej osób to czyta, ale też wiem, ze stać mnie na więcej. Tylko rozdziały są pisane pod presją i mam na napisanie trochę mało czasu ( dlatego też zawieszam bloga, muszę sobie wszystko poukładać, by rozdziały były lepsze). No to w komentarzach piszcie: nowe lub kontynuuj.
Drugie: Komu mam wysłać ( dopiero gdzieś tak we wrześniu O.O) informację, że dodałam nowy rozdział? Ten kto chciałby to prosiłabym o napisaniu w komentarzu ,, Ja". I jeszcze jedno... BŁAGAM! Niech nie piszą takie osoby, które pod rozdziałem piszą ,, super", ,, Wow" lub ,, masz talent". Dobrze wiem, które to są osoby i ja nie zmuszam do czytania, a co gorsza NIENAWIDZĘ TAKICH FAŁSZYWYCH KOMENTARZY. Po prostu niech te osoby zostawią mój blog Nie bójcie się! cały czas będę czytać wasze opowiadania, bo są PRZEPIĘKNE.
To, że blog został zawieszony, nie oznacza, że przestane czytać wasze opowiadania. Wręcz przeciwnie. Piszcie śmiało gdy dodanie coś nowego.

Pozdrawiam
MADA FAKA DŻENTELMEN
Dodaj komentarz ›/ Pokaż wszystkie (13) ›
 

 
Po pół godziny drogi znaleźliśmy się przed jakąś opuszczoną fabryką.
- Gdzie jesteśmy? - spytałam kucając ze zmęczenia.
Jak zwykle chłopak nic nie odpowiedział, tylko ruszył w stronę starych, niebieskich drzwi. Nie zostało mi nic innego jak iść za nim. Wdrapałam się po trzech betonowych schodkach i weszłam do środka. Oparłam się o ścianę. Sala w której się znajdowaliśmy była ogromna, a jedyne co w niej stało to kilka pustych beczek. Wszystko było pokryte kurzem. Powoli dochodziłam do wniosku, że źle zrobiłam tutaj wchodząc.
W tym samym czasie Will podszedł do przeciwległej ściany. Coś pomajsterkował i nieoczekiwanie ściana się rozstąpiła, tworząc otwór wielkości normalnych drzwi. Zaparło mi wdech w piersiach, gdy brunet na mnie spojrzał. W tych okolicznościach wyglądał bardzo seksownie. Jego czekoladowe oczy błyszczały słodyczą, a jednocześnie siały strach. Włosy podobnego koloru układały się nieziemsko, a czerwone usta krzyczały ,, Pocałuj mnie". Nie! Fran! Nie wolno ci myśleć o nim w ten sposób. To jest twój wróg... Ale skoro wróg to dlaczego z nim poszłam?
Mimo wszystko delikatnie rozchyliłam wargi.
- No chodź! - Will przewrócił oczami. - Nie stój tam jak kołek.
Odepchnęłam się od ściany i uniosłam dumnie głowę. Ruszyłam w jego stronę, jednak przed samym otworem się zawahałam. A jeśli mi coś zrobi? Niestety teraz już nie było odwrotu. Postawiłam odważnie krok, a po chwili zastygłam bez ruchu.
Chłopak coś syknął, ale nie dosłyszałam. Może to i lepiej. Ta zdziczała małpa mnie denerwuje.
Korytarz, jaki ukazywał się za drzwiami był bardzo nowoczesny. Ściany zostały pokryte czerwoną farba, a halogenowe lampki, które znajdowały się w podłodze, oświetlały nasze blade twarze. Co parę metrów w złotej ramie znajdował się czyjś portret. Ogólne wrażenie to WOW!
Chciałam ruszyć dalej, lecz brunet mnie powstrzymał przykładając swoja rękę do moich oczu. Zrobił to tak g***townie, że przez moje ciało przebiegł przyjemny dreszcz. Drugą rękę Will umieścił na moim biodrze. Pod wpływem jego dotyku zrobiło mi się gorąco, a w brzuchu poczułam tak zwane motylki. Chłopak przysunął mnie do siebie tak, że moje plecy dotykały jego klatki piersiowej. Ludzie! Czy mi się wydaje, czy tutaj jest ze sto stopni?
- Wybacz, ale nie mogę ryzykować, że zdradzisz komuś drogę. - szepnął mi wprost do ucha.
Szliśmy wolno, co chwila zmieniając kierunek. Szliśmy i szliśmy i szliśmy chyba z pół wielu.
Nagle usłyszałam skrzypnięcie otwierających się drzwi.
- Nareszcie! - westchnęłam.
- A co? Nie podobało ci się? - brunet ściągnął z moich oczu rękę. Światło oślepiło mnie tak, ze nic nie widziałam.
- Dzień dobry... Fran!? Wszystko okej? - jakiś mężczyzna ( poznałam po głosie. No chyba, że to zmodyfikowana kobieta) złapał mnie za ramię i usadowił na krześle, fotelu... Bóg wie!
- Tak. - pomrugałam szybko, a po chwili moim gałkom ukazał się siwy już mężczyzna. Oprócz niego dostrzegłam jeszcze, że znajdujemy się w obszernym pokoju z wielkim biurkiem na środku, regałami po bokach i kilkoma krzesłami, na których siedzieli ludzie.
- Jestem Marley, a ten tutaj... - wskazał na łysego mężczyznę, który wyglądem przypominał Voldemora - ... to Finghtey.
- Słucham? - przerwałam
- F-I-N-G-H-T-E-Y - przeliterował łysy - A czyta się F-A-N-G-T-E-J. Dziewczyno... - zarozumiały mózgowiec. Pfff... zwykły człowiek wymyślił by skrót.
- Spokojnie Robert. Nie każdy musi znać twoje nazwisko. - zaśmiał się młody blondyn, przynajmniej wydaje mi się, ze młody. tak z 25-26 on lat ma. - Ja jestem Kenny złotko.
,, Złotko" nie za wcześnie?
Prócz naszej piątki w sali znajdowała się dość gruba kobieta, która stała w kącie. Dopiero teraz się odezwała.
- Emilly. Jestem Emilly.
- Miło mi. - rzekłam zdezorientowana. - Mam takie tylko małe pytanko.
- Jakie? - uśmiechnął się Kenny.
- Co to za miejsce i po co mnie tu ściągnęliście? - Po co owijać w bawełnę?
- Z tego co słyszałem to były dwa dość rozbudowane pytania. - musiał się czegoś czepić łysy - A pomiędzy ,, co to za miejsce" , a ,, Po co mnie tu ściągnęliście" powinna być trzy sekundowa przerwa.
- Robert!- uciszył go pan Marley. - Jesteś w TOPWC.
- Co proszę? - jakie znów ,, WC"
- Tajna organizacja podróży w czasie, złotko. TOPWC. - promienny uśmiech Kenny'ego rozbłysł jak miliony monet.
Chwila, chwila...
-... podróży w czasie?! - Will parsknął śmiechem. Pewnie dlatego, ze moja mina była rozbrajająca.
- Tak. Oficjalnie mogę cię NIESTETY nazwać podróżniczką w czasie. - Finghtey zrobił kwaśną minę.
- że co/! - wstałam na równe nogi. - To są chyba jakieś żarty! - ruszyłam w stronę drzwi.
- Ale przyznaj! Przenosiłaś już się kilka razy w czasie! - Pan Marley usiadł przy biurku, a moja ręka, która sięgała do klamki zawisła w bezruchu. - Albo chociaż... no nie wiem...
- Oczywiście, ze się przenosiła. - odpowiedział za mnie Will - A co było dzisiaj? Rozpłynęła się na środku drogi.
O nie! Jeśli on ma rację. Bo jak inaczej wytłumaczyć mój krótki pobyt we Francji?! Wszystko by się układało w logiczną całość. Czyli.. o matko! Jestem podróżniczką w czasie! Nie to niedorzeczne..., a jednak.
Przełknęłam głośno ślinę i odwróciłam się do nich przodem.
- Na czym to wszystko polega? - spytałam zachrypniętym głosem.
Kenny podszedł do mnie i złapał mnie pod rękę.
- Chodź! - rzekł - Oprowadzę cię i wszystko ci wytłumaczę.
Jak widać nie miałam innego wyboru.

-----------------------------------------------------------------------------------------------

No jest 11 rozdział Hahaha no i już się wszystko wyjaśnia, ale to dopiero początek. Jak się podobają nowe postacie i nowa fabuła?? Na weekend postaram się dodać nowy Ale nic nie obiecuję.
  • awatar Princess for Nialler ♥: O matko ! Podróżniczka w czasie ? : OOO Szok ! Robi się mega ale to mega ciekawie ! :D Kocham takie klimaty <3 szkoda, że zawiesiłaś bloga, bo to co piszesz jest ZAJEBISTE ! + "Ta zdziczała małpa mnie denerwuje" hahaha rozwaliłaś mnie. I to porównanie tego kolesia do Voldemorta luuuubię to ^^ Mam nadzieję, że szybko odwiesisz bloga xd xx
  • awatar Will Give You My Heart ♥: Bardzo lubię twojego bloga,jest naprawdę świetny podoba mi się to,że cały czas jest tajemniczość albo napięta sytuacja.To,że nie zdradzasz wszystkiego od razu bardzo mi sie podoba i z każdym rozdziałem twoje opowiadanie wydaję mi się jeszcze ciekawsze i jeszcze bardziej wciąga.
  • awatar If I Lose Myself .†: mrawr, jaki Will ^^ kocham cię normalnie <3 podróże w czasie, stara fabryka, Francja... zadziwiasz ;D dawaj szybko następny ;3
Dodaj komentarz ›/ Pokaż wszystkie (12) ›
 

 
Dla http://harry-styles-fanfic.pinger.pl/ . Ludzie. Zacznijcie czytać jej opowiadanie. Ona jest BOGIEM!

------------------------------------------------------------------------------------------------

Szliśmy dość długo. Nie patrzyłam na drogę, ani na Willa, ani na nic. Czułam się jak duch. Niewyraźna, przezroczysta. Moje powieki wydawały się ciężkie, w końcu je zamknęłam.

*

- Fran! Leniwy śpiochu! Wstawaj! - usłyszałam głos.
Otworzyłam oczy, przetarłam je i delikatnie się podpierając łokciami usiadłam na łóżku. Dotarło do mnie wtedy, że byłam w swoim domu! Ale nie w Londynie, tylko w Avion. We Francji! Moim starym miejscu zamieszkania!
- Boże! Jak my się tutaj znalazłyśmy? - nie wierzyłam własnym oczom. Delikatnie dotykałam łóżka, pościeli i zdjęcia, które stało na szafce nocnej. Była tam pięcioletnia ja z Cathe. Uśmiechnęłam się sama do siebie.
- Co jak się tutaj znalazłyśmy? Przecież tu mieszkamy! Nie pamiętasz? - mama zaśmiała się i zerknęła na mnie swoimi wielkimi oczami. Oderwałam wzrok od zdjęcia i także spojrzałam na nią. Zastygłyśmy w tej pozycji na chwilę. Nie wiedziałam co mam zrobić. Biłam się z myślami.
- Och mamo! - nie wytrzymałam i rzuciłam się jej na szyję. - Tak bardzo cie kocham!
- Ooo, a co ci się stało? Chora jesteś?
- Niee... Po prostu... cię kocham. - przytuliłam ją jeszcze mocniej. Ona odwzajemniła ten gest. Kochałam ją i to nie było kłamstwo. Tak bardzo się cieszyłam, że była, że jest.
Do pokoju wszedł tato.
- A to co? - podrapał się po głowie. - Coś przegapiłem?
-Tak. - powiedziała mama z troską. Jak ja kocham ten jej nieziemski głos, który mówi sam za siebie ,, Kocham cie".
- A co takiego? - uśmiechnął się.
- Chodź i nie marudź! - wystawiła do niego rękę. Gdy tylko ja złapał pociągnęła go w nasza stronę.
Siedzieliśmy tak przytuleni nie wiem ile. Tato, mama i ja. Czas nie miał dla nas znaczenia, a właściwie to nic nie miało w tej chwili. Nicość była wszystkim, a wszystko było nami. Byliśmy jednym, jednym czymś czego nie dało się opisać. Ale to co dobre musi się przecież kiedyś skończyć.
- Mamo..? - to było jedyne co powiedziałam, bo później zaczęło mi się kręcić w głowie. Ból był straszny. Wszystko wirowało, a na koniec znalazłam się w ... jasności. Chociaż nie, to złe określenie. Bardziej by tu pasowało słowo ,, mgła". Biała, a zarazem siejąca strach. Nie trwało to długo, bo już po chwili wylądowałam na miękkie nogi. Nie utrzymałam równowagi i wpadłam wprost ramiona ... Willa.
- No proszę państwa!!! Nasza wróżka Francesca!!! - krzyknął brunet.
- Frances jeśli już. - poprawiłam półprzytomnie zamykając oczy i wtulając się w jego T-shirt - A najpoprawniejsza forma to Fran.
- Nie marudź, tylko wstać, powiedz ,, Taa daa..." i się ukłoń, bo wyjdziemy na idiotów.
- Sam się goń.
- Powiedziałem ukłoń. U-K-Ł-O-Ń. - przeliterował.
- Słyszałam.
Najwidoczniej go zdenerwowałam, bo puścił mnie, a ja z hukiem padłam na ziemię.
- Ej! - oburzyłam się i dopiero zauważyłam, że wokół nas znajduje się całkiem spora grupka ludzi.
Wstałam, otrzepałam się i ruszyłam za Willem, który odszedł już spory kawałek dalej. Ludzie patrzyli się na mnie jak na zjawę.
- Eeee.. Ta daa! Wróżka Fran....cesca - zamlaskałam z niesmakiem - musi znikać. - machnęłam ręką i podbiegłam do bruneta, który nie przestawał iść szybkim tempem.
- Co to za ludzie? - spytałam.
Nic nie odpowiedział. Najwidoczniej nie miał ochoty. Nie będę się narzucać. Mam własne problemy.... a tak właściwie... To co się do cholery wydarzyło? Zemdlałam? Miałam omamy? Nie, to bez sensu... To coraz bardziej zaczęło mnie przerażać. Dlaczego znikam i pojawiam się gdzieś całkiem indziej? Czemu ci ludzie tak się patrzyli? Czemu znalazłam się we Francji z.... rodzicami....
Spuściłam głowę. To byli oni. Moi kochani rodzice, których już nigdy nie zobaczę. Prychnęłam. Brunet zatrzymał się i spojrzał w moje szklane oczy.
- To była twoja ostatnia szansa. - powiedział po czym ruszył dalej.
- Co?? - zdezorientowana rozglądnęłam się dookoła.
- Nic. Dowiesz się w swoim czasie.
Jak nic, to po co zaczynał dialog? O nie teraz nie odpuszczę. Za dużo przeżyłam i za dużo wiem.
- Odpowiedz mi.
- Już to zrobiłem.
- ,, Nic". Ależ mi to za odpowiedź. Błagam - przewróciłam oczami. - Nie mam ochoty na zgadywanki. - złapałam go za nadgarstki. Jeszcze raz stanął i popatrzył na mnie.
- Nie jesteś głupia. Dowiesz się w swoim czasie - a po chwili dodał: - no chyba, że już się domyślasz. - wyszczerzył swoje białe zęby. Boże jak on mnie irytował. Cóż to miało znaczyć?
Resztę drogi przebyliśmy w milczeniu.

------------------------------------------------------------------------------------------------

A wy może już się domyślacie, co? Nie chce mi się rozpisywać Ale u mnie wszystko okej. Rozdział... no cóz oddaje wam do skomentowania. Liczę na szczerość
Dodaj komentarz ›/ Pokaż wszystkie (15) ›
 

fuck12
 
looolenka98
 
Kochana! Gratuluje setnego wpisu Nawet nie wiem jak to szybko zleciało xD Przecież niedawno miałaś ich 50 xD Pozdrawiam ^^
 

 
Biegłam w stronę domu. Po moich policzkach ciekły łzy. W głowie było tysiąc myśli. Gdzie są moi rodzice? Czy coś im grozi? Co spowodowało pożar? Czy istnieją różowe króliczki?... Tak nawet takie myśli przedzierały się przez moją głowę. Nie czułam nic prócz Sajgonu. Nic. Ani strachu, ani smutku. Zupełne zero emocji. Tak jakby ktoś wszedł do mojego umysłu, rozwalił tam wszystko, do worka spakował uczucia i wyszedł zostawiając mnie z tym wszystkim. Ale mi to nie przeszkadzał.... nagle poczułam uderzenie i znalazłam się na ziemi.
- Porąbało cię?! - spytałam i dopiero teraz zauważyłam, ze leży na mnie... Will.
- Nie idź tam! - syknął.
- Człowieku! Tam pali się mój dom! - krzyknęłam zdesperowana, próbowałam się mu wyrwać, ale to tylko doprowadziło do szarpaniny między nami.
- Mówię ci! Nie idź tam!
- Zostaw mnie ty zboczeńcu.
- Posłuchaj mnie!
- Puszczaj! - cały czas trwała nasza bitwa, ale on nie dawał za wygraną.
- Zabiją cię! Nie rozumiesz? - krzyknął, a ja zamarłam.
- Jak to... mnie zabiją? - przełknęłam głośno ślinę.
- Chodź! To nie jest dobre miejsce i czas. - zszedł ze mnie, a ja wstałam, lecz nie na długo.
- Odpowiedz mi! - rozkazałam
- Tutaj??! - rozejrzał się dookoła.
- Tak!!! - ,, Muszę ratować rodziców, muszę ratować rodziców..." powtarzałam w myślach.
- Chodź! - podał mi rękę.
- Nie! Muszę ratować rodziców!!! - krzyknęłam już na głos i znów padłam na ziemię. Zaczęłam płakać jak małe dziecko.
- Fran... chodź!
- Moi rodzice! Nie rozumiesz debilu!
- Oni i tak już nie żyją!!!
- Że co? - moje łzy były chyba tak samo zszokowane jak ja bo przestały lecieć.
- Chodź! Błagam cię chodź! Bo zabiją i ciebie i mnie. - złożył dłonie w geście modlitwy.
Popatrzyłam na niego z jeszcze większym zdziwieniem.
- Kto?
- Powiem ci, ale nie tutaj. Fran? Pójdziesz ze mną?
Chwilę się zastanowiłam i nie wiem co we mnie wstąpiło, ale odpowiedziałam ,, tak".
Wstałam i na chwiejących nogach podeszłam do niego. On mnie podtrzymał i razem ruszyliśmy.... no właśnie... gdzie??

---------------------------------------------------------------------------------------------------

No jest xD Czy może już podejrzewacie, co może się dziać? Bo ja jeszcze do końca nie. Mam dwie opcje i waham się po między nimi Jutro są dla mnie bardzo ważne zawody. Kadra do reprezentacji województwa dolnośląskiego. Pierwsze trzy czy tam dwa miejsca ( z każdej dyscypliny lekkoatletycznej) się dostają, a później reprezentują Dolny Śląsk na mistrzostwach POLSKI młodzików. Startuje 100 metrów płotki i 300 metrów płotki. Mam nadzieję, że mi się uda, bo to są naprawdę ważne zawody. Najważniejsze w całym życiu. Proszę Was trzymajcie za mnie kciuki

Za komentarze z góry dziękuje
 

 
- Aha! - chwilę się zastanowiłam- Czy ktoś ma ochotę na picie?
Seba i Paul podnieśli ręce.
- Okej. Max, zaprowadzisz mnie do kuchni?
- Nie muszę. Jest zaraz przy drzwiach. - uśmiechnął się.
- Eeee, a nie pomożesz mi przynieść?
- Yyy... nie? To tylko dwie szklanki!
- Ale jeszcze ja i ty... - próbowałam coś wymyślić.
- Ja dziękuję.
Jak on mnie wkurzał! Musiałam z nim porozmawiać. To było ważne, a on się chciał wymigać. O niee...
- Nie poradzę sobie.
- Poradzisz.
- Nie sądzę.
- A ja w ciebie wierze.
- Max! W te pędy do kuchni!!! - nie wytrzymałam.
Inni chłopcy z zespołu popatrzyli na nas dość krzywo.
- Ej, wszystko okej? - zapytał Seba.
- Tak! - krzyknęłam łapiąc Maxa za rękę i ciągnąc do w stronę drzwi.
W kuchni wyciągnęłam z lodówki sok i nalałam do kilku szklanek. Poszukałam deski i noża, po czym zaczęłam kroić owoce na poczęstunek. Wiem, ze to nie był mój dom, ale nie wiedziałam co mam robić.
- Ile to trwało? - zaczęłam w końcu.
- Co ile trwało?
- Nie udawaj! - warknęłam - Jesteś kochankiem mojej mamy.
Byliśmy oparci o blat kuchenny. Patrzyliśmy sobie prosto w oczy. Po chwili Max zaczął bawić się pomarańczą.
- No więc? - poganiałam
- Jesteś jej córeczką?
- Córką!... Mała nie jestem i tak ona jest moją mamą.
- Dobra nie będę cię kłamać. Zapłaciła mi.
Odłożyłam nóż.
- Jak to.... zapłaciła?
- Kilka dni temu poprosiła mnie o to bym mógł udawać jej kochanka.
- Że co?
- Tak. Umówiliśmy się w tym klubie. Pokazała twoje zdjęcie i powiedziała, że jesteś jej córką i, że będziesz ją śledzić. Miałem zrobić scenę i powiedzieć, że to koniec. Powiedziała, że to bardzo ważne.
Trochę zbladłam.
- A... czy mówiła ci dlaczego to robi?
- Nie. Powiedziała, żebym nie wtykał nosa w nie swoje sprawy.
- I ty nic nie zrobiłeś!!? - wkurzyłam się. - Ile ci dała?
- Około dwieście.
To wszystko było udawane. Co moja mama do cholery kombinuje?
- A znasz niejakiego Martina Comment?
- Nie. Pierwszy raz w życiu słyszę to nazwisko.
- Aha. - odpowiedziałam mimo, ze w mojej głowie kłębiło się tysiąc najróżniejszych myśli i tysiąc najróżniejszych pytań. Podałam mu talerz z owocami. - Chodź!
Weszliśmy z powrotem do garażu.
- Co tak długo? - zaczął śmiać się Paul. - Nie mogliście znaleźć prezerwatyw?
- Ha ha ha -.- bardzo śmieszne. - mruknęłam
- No właśnie śmieszne! - wyszczerzył zęby - Widzę, że łapiesz moje poczucie humoru.
- Bardzo.
Chłopaki zagrali jeszcze kilka kawałków. Nie potrafiłam ich słuchać. myślałam wciąż o mojej matce. W co ona się wplątała?? Nie wiem. Moje przemyślenia przerwały słowa piosenki.
- ... When nothing goes right go left oooooołłł When not with you a friend you go to your enemies uuuhooo When you lost your hopes do not doubt destiny. Because I'm here... I'm heeree ooooooooooooooooooooohooooooooooo i'm heeeeeeeeeeereeeeeeeee* ( tłumaczenie na dole)
To było coś magicznego. zamknęłam oczy i wsłuchałam się w tą piosenkę. Świat przestał dla mnie istnieć. Czułam jak wokół mnie kręci się dobra energia.... nadzieja, że będzie lepiej.
Zespół ,, bez nazwy" skończył swoją piosenkę i tym samym kończąc swoją próbę na dzisiaj. Pożegnałam się ze wszystkimi i gdy już miałam wychodzić zatrzymał mnie Seba.
- Ej czekaj! Idę z tobą.
- Jak chcesz. - wzruszyłam ramionami.
Otworzyliśmy drzwi garażu. Przez ulicę popędziła straż pożarna, a za nią jeszcze jedna i jeszcze jedna i jeszcze. Podniosłam głowę do góry. Nad dachami unosił się czarny gęsty dym.
- Coś się pali. - powiedziałam niby do siebie.
- Dużo straży pojechało. Pewnie jakiś dom jest w stanie krytycznym. - odrzekł brunet.
Staliśmy tam i patrzyliśmy na czarny popiół tańczący na niebie. Czułam niepokój. Jakaś cząstka mnie próbowała coś mi przypomnieć, coś pokazać. Starała się i to bardzo. Mój mózg zaczął intensywnie pracować i wtedy jak przez mgłę ujrzałam mój sen. Ogień tańczący i ten facet.
Ruszyłam bez słowa biegiem ulicą. To mój dom. Mój dom znajduje się właśnie w stanie krytycznym.

* Kiedy nic nie idzie dobrze ( prawo) idź w lewo ( przenośnia) oooołł. Kiedy nie ma przy tobie przyjaciela idź do wrogów. uuuuhoooo Kiedy straciłeś już nadzieje nie wątp w przeznaczenie. Ponieważ jestem tutaj... Jestem tuuuuuuutaaaaaaj oooooooooooooohoooooo jestem tuuuuuuuuuuuuuuuuuuuutaaaaaaaaaaaaaj.

-----------------------------------------------------------------------------------------------------

I jak rozdział? Podobał się? przepraszam, ze tak długo go nie było, ale musiałam po nadrabiać zaległości u waszych opowiadań. Myślę, że rozdział wyszedł nieźle, ale oddaje wam go ocenie xd
Dodaj komentarz ›/ Pokaż wszystkie (26) ›
 

 
Przez 3 kolejne dni nic ciekawego nie robiłam. Dom - skatepark, skatepark - dom, dom - sklep, sklep - dom, dom - kawiarnia, kawiarnia - dom. Nie widywałam się z Martinem i z nikim nie rozmawiałam, prócz z Lewisem. On jedyny mnie rozumiał. Do nikogo innego zresztą nie miałam zaufania. will tez się nie okazywał. Bliźniaki jak to bliźniaki. Może trochę przesadzam, ale coś mi tu nie pasuje. Moja mama i romans? nigdy bym jej o to nie podejrzewała. Tak lubi się powygłupiać, ale nic więcej. Bardzo się zmieniła. Stala się taka tajemnicza. Tata tez chodzi taki poddenerwowany. Coś go gryzie. Ta sprawa cuchnie na kilometr. Mam ciągle wrażenie, ze ktoś mnie śledzi i ta koperta od Willa, ciągle ja nosze przy sobie. Wydaje mi się, ze to jeszcze nie ten czas, by ja otworzyć.
Siedziałam sobie właśnie na ławce w parku. Wiał porywisty, chłodny wiatr. Akurat odpowiadał mojemu humorowi. Naciągały coraz to ciemniejsze chmury, gdy nagle ktoś zakrył mi oczy rękoma.
- Kto to? - spytałam
- Zgaduj! - rozkazał niezidentyfikowany osobnik zmieniając głos.
-Hmmm.... Martin?
- Nie!
- Will?
- Wciąż źle.
- Któryś z bliźniaków?
- Widze, ze mnie nie pamiętasz.
- Seba!!! - krzyknęłam i od razu wyszło słońce. Oświetliło moja blada twarz. Brunet zabrał ręce z moich oczu. - Powinieneś częściej się pojawiać.
-Dlaczegoż to? - spytał z wielkim uśmiechem, jak ja to mowie bananem na twarzy. Pokazałam palcem na niebo.
- Bo jesteś jak słońce.
Zrobił minę typu ,, WTF "
- Gdy jest źle i pochmurnie, nagle się pojawiasz, a wtedy zapominam o wszystkich zmartwieniach.
- Nawet się nie znamy.
- Ale jest w tobie takie fajne coś, ze gdy ludzie gdy cie widza od razu się uśmiechają...
- Taka... pozytywna energia?
- Właśnie, coś takiego. A poza tym już drugi raz na dwa spotkania pomagasz mi myśleć o czymś innym.
- A o czym tak zawzięcie myślisz?
Zmieszałam się.
- Nie chce o tym mówić.
- Spoko - odwrócił wzrok - Jakby co to jestem do usług.
- Dzięki. W skrócie, chodzi o mich rodziców, ale więcej ci nie powiem.
- A szkoda. - zaczęłam się śmiać. Był taki kochany. Taki słodziaśny Seba.
- Opowiedz mi trochę o sobie. - chciałam go bliżej poznać. Byl naprawdę kimś wyjątkowym, kimś kogo w tych czasach trudno spotkać.
- Nie ma o czym.
- Na pewno jest! Opowiedz o rodzinie hobby...
- Temat rodziny wole przemilczeć, a hobby... hmm... lubię śpiewać.
- Naprawdę?
- Tak. Mam nawet własny zespół.
- Jak się nazywa?
- Motylki. - wybuchnęłam śmiechem.
- Serio?
- Nie. Tak naprawdę nie mamy jeszcze nazwy. Dopiero nad tym myślimy.
- Aha.
-Wiesz. - spojrzał na zegarek - Za godzinę mamy probe. Jak chcesz to wpadnij.
- Jasne, ale nie wiem gdzie.
- Dwie przecznice dalej od twojej. Zielony dom, numer 58. Zapukaj trzy razy w garaż.
- Okej. Dobra to papa! - wstałam.
- Trzymaj się.
Ruszyłam w stronę domu. Przebrałam się w http://www.faslook.pl/collection/nirvana-37/ i sadząc, ze mam jeszcze trochę czasu włączyłam laptopa. Gdy weszłam na Skype'a od razu zadzwoniła Cathe.
- Hej Frani! Nareszcie cie zastałam!
- Eee hej! Wiesz miałam pewne sprawy i w ogóle.
- Jasne. Kumam.
- Cathy posłuchaj - postanowiłam wyjaśnić ta sprawę z przeszło tygodnia. - Jestem tu trochę czasu.
- Dokładnie 9 dni, 6 godzin i kilka minut.
- Skąd wiesz?
- Licze każdą minute bez ciebie. - uśmiechnęłam się w duchu. To było takie kochane. Byłam tu półtora tygodnia, a czułam się jak gdybym była tu już z miesiąc albo dwa.
- Wracając do tematu. - odchrząknęłam - W drugi dzień w nocy rozmawiałyśmy.
- Co ty gadasz? Nic nie pamiętam! - bardzo się zdziwiła.
- Dobrze, ze ja pamiętam. Cath!!! Ty byłaś naćpana. Czy ty masz jakiś problem?
Dziewczyna zastanowiła się chwile.
- Problemu nie mam. Tylko ja...ja...ja po prostu musiałam jakoś... zaspokoić ból. - prawie się popłakała.
- Jaki ból? - przeraziłam się.
- Fran! Ja cie straciłam. Straciłam cie, moja siostrę - po policzkach spłynęły jej łzy - jestem tu sama. Colin ( jej chłopak ) zostawił mnie od razu po twoim wyjeździe, dla jakiejś blondyny. Nie mam tu nikogo. Znaczy nie miałam.
- Poznałaś kogoś? - naprawdę się zmartwiłam. Myślałam, ze Colin jest spoko, ale się myliłam.
- Można tak powiedzieć.. a która jest tam u was godzina. - chciała zmienić temat.
- 15:47 - wtedy mnie oświeciło. - Boże Cath muszę lecieć!
- Gdzie?
- Yeee do znajomych. Pa!
- Okej, cześć!
Wyłączyłam komputer i już poleciałam w drogę. Szlam kostkowanym chodnikiem, znów wiał wiatr, ale tym razem ciepły. Delikatnie muskał moja skore. Gdy weszłam we właściwą uliczkę, zauważyłam, ze było tam kilka zielonych domów. Świetnie! Jaki to był numer? 50 coś tam coś tam. 56? Nie! był różowy. Szlam dalej. Przy 57 i 58 stanęłam jak wryta. dwa zielone domy. Na chybił trafił wybrałam 57. Grzecznie weszłam i trzy razy zapukałam w garaż. Nic. Jeszcze raz. Nic. Moze to jednak 58? Ale jeszcze raz zapukałam w metalowe drzwi garażu.
- Kto mi tam ciągle stuka? - z domu wybiegła kobieta w samym szlafroku i podkolanówkach.
- Eee... chyba pomyliłam dom. Przepraszam. - szybko ruszyłam w stronę furtki.
- Wy młodzi wstydu nie macie! Uciekaj, bo na policje zadzwonię!
Popatrzyłam na nią jeszcze raz. Wariatka. Weszłam do 58 i tak jak poprzednio zapukałam w garaż. Drzwi się otworzyły.
- Hej! - powiedziałam do nieznajomego chłopaka.
- Cześć! Ty pewnie jesteś Fran.
- Tak.
- Wchodź!
Ruchem reki wskazał mi fotel.
- Proszę.
- Dzieki.
- Seba zaraz tu będzie.
- Super.
Zapadła niezręczna cisza.
- Na czym grasz? - postanowiłam ja przerwać.
- Co? Eee... to znaczy na gitarze.
- To fajnie!
- Tak.
Do pomieszczenia wszedł Seba z ... nie no nie wierze.. z Maxem. Kochankiem mojej mamy. Gdy mnie zauważył, zatrzymał się na chwile.
- Siema! - przywitał się Seba. - Fajnie, ze wpadłaś. poznaj Paula ( chłopak z gitara ) i Maxa.
- My z Maxem się znamy. - rzuciłam niechętnie.
- Serio? - popatrzył to na mnie to na niego.
- Tak! Mieliśmy mały przypadek. - odchrząknął kochanek
- Aha. No to co zaczynamy? - brunet nie zauważył nic krepującego.
Grali naprawdę świetnie. Wszystko do siebie pasowało. Gdyby opublikowali swoje utwory na pewno ktoś by się nimi zainteresował. Po kilku utworach zrobili sobie przerwę.
- I jak? Podoba się?
- Szczerze?
- Mhm. Wal prosto z mostu.
- Okej, to... WOW! Mega! Świetnie!
Wszyscy zaczęli się śmiać.
- Czyj to właściwie dom? - zapytałam
- Mój! - odparł Max.
W mojej główce zawitał pomysł.

-----------------------------------------------------------------------------------------------

Hej! Rozdział miał być o wiele dłuższy, ale czas mi na to nie pozwala. Jutro wyjeżdżam do Częstochowy, wiec następny rozdział ukarze się tak w przyszłym tygodniu. Jak zawsze UPRZEDZAM xD W następnym rozdziale będzie się działo i już wjadę w to opowiadanie pełnym gazem xd No dobra zostawiam wam go do ocenienia.

Przeczytałeś? Zostaw po sobie ślad!
Dodaj komentarz ›/ Pokaż wszystkie (14) ›
 

 
Wróciłam do domu pełna wątpliwości. Miałam zacząć wszystko od nowa, a wszystko się pieprzy, tak szybko pieprzy. Miało być lepiej niż we Francji, a jest gorzej. Zresztą gorzej pfff... to mało powiedziane.
Usiadłam na łóżku, lecz po chwili zmieniłam pozycje. Leżałam oparta na rękach pod brodą, a moją twarz oświetlały promienie słoneczne. Nie minęło kilka minut, a do pokoju weszła moja ,, najcudowniejsza" mama. Ubrana była w http://www.faslook.pl/collection/kiss-you/. Zdziwiło mnie to.
- Hej. - powiedziała do mnie.
- Hej. Gdzie idziesz?
- Ekhem... no.. a jak się czujesz?
- Trochę jestem przygnębiona, ale gdzie idziesz no? - widziałam, że chce odbiegnąć od tego tematu.
- Trochę smutna powiadasz...
- Przygnębiona i zła jeśli już. Mogę iść z tobą. - mama trochę pobladła. Nie wiedziałam gdzie idzie, ale na pewno nie było tam nic dobrego.
- Jaaasne, jeśli tak ci zależyyy... - mama przewróciła oczami.
- Super! - udałam zapał - Gdzie idziemy?
- Eeeeee... no... do biblioteki! - wypaliła mama. Całkowicie nie umiała kłamać.
- Do biblioteki? Hmmm... - udałam zamyślenie. Pewnie szła do jakiegoś klubu, ale mnie ze sobą nie zabierze. Zresztą nie... do klubu? O 16? Na pewno gdzieś indziej. - Wiesz chyba się rozmyśliłam - W oczach mamy dojrzałam iskierki wytchnienia.
- Jak chcesz. - wstała szybko i wyszła. - Paaa! - krzyknęła.
- Ale mamo! - nie mogłam jej tak pozwolić wyjść. Przecież, żeby ja śledzić muszę się w coś ubrać, a jeśli wyjdzie, to już jej nie dogonię. - Zrobisz mi jeszcze kanapki. Proooszęę... Dam ci spokój, aż do wieczora....
Po chwili usłyszałam odpowiedź.
- No dobra! - krzyknęła.
Świetnie mam jakieś 15 minut. Wywaliłam wszystkie rzeczy z szafy. To musi być coś hmmm na każdą okazję. Spotkanie, impreza, jakieś odwiedziny. Na wszystko. Wygrzebałam moją czarną koszulkę.. ,,nie to za sztywne, a to za szarmanckie.. fuuu ja mam takie coś??" - nic mi nie odpowiadało. Wreszcie znalazłam zestaw idealny: http://www.faslook.pl/collection/elegancko-238/
- Kanapki na stolee! - usłyszałam trzaśnięcie drzwiami.
O nie! Szybko wpięłam we włosy kokardkę. Ostatni element mojego stroju i ruszyłam za nią. Trzymałam się w bezpiecznej odległości, mając okulary na nosie. Z tyłu wyglądała jak osiemnastolatka, a z przodu jakby miała 23 lata. Moja mama... ehhh.. czasem się czuję, jakbym to ja była mamą. Szłam za nią różnymi uliczkami. Spotykałam wielu ludzi, którzy patrzyli na mnie zaciekawieni. Jakby mnie śledzili... nie! To tylko wyobraźnia. Jestem już przewrażliwiona. Ta sytuacja mnie przerasta.
Mama szła coraz bardziej podejrzanymi uliczkami. Coraz trudniej było mi ja pilnować. Co chwila znikała za jakimś zakrętem. Wreszcie stanęła. Za roku widziałam, że podaje jakąś karteczkę dużemu facetowi. Ten czyta, a po chwili z uśmiechem otwiera mojej mamie drzwi do jakiejś sali. Usłyszałam muzykę. Ahhh.. tak! Jednak klub.
Gdy drzwi się zamknęły podeszłam do mężczyzny.
- Ekhem... przepraszam. Czy mogę wejść?
- A ma pani papierek?
- Jaki znów papierek człowieku?
- No wejściówkę. - wmurowało mnie w podłogę.
- Nie. Ale..
- To wypad stąd i przyjdź z biletem.
- Człowieku tam jest moja mama!!! Przed chwilą ją tam wpuściłeś.
- Ta 18? Pfff wymyślasz sobie.
- Nie kłamię stary pingwinie jeden.
- Dobra idź do domu i otrzeźwij.
- Ja jestem trzeźwa ty cyganie. - obróciłam się i wymierzyłam kopniaka kamieniowi, który leżał sobie obok. Usiadłam na chodniku i oparłam się o ścianę budynku. Była to ślepa uliczka, a otaczały ją wysokie kamienice. twarz schowałam w dłoniach. Boże ciekawe co ona tam teraz wyprawia.
- Hej! Wszystko okej? - rozpoznałam ten głos. Czyżby...
- Martin?! - entuzjastycznie podniosłam głowę do góry.
- Fran?! A ty co tu robisz?
- To długa historia.
- Chcesz wejść do środka?
- Nie chcę. Ja muszę.
- No dobra... - brunet obrócił się do starego byka. - Hej Bob ona jest ze mną. To moja znajoma. Możesz ja tu wpuścić.
bob zrobił krzywą minę i otworzył drzwi
- Proszę... - powiedział z przesadną uprzejmością.
- Nie trzeba.. - przewróciłam oczami i wparowałam do środka. Do moich uszu dotarła muzyka. Było pełno ludzi.
- Co to za miejsce? - spytałam Martina.
- Całodobowy klub. Otwarty o każdej porze dnia i nocy.- uśmiechnął się szeroko.
- Aha. Dobra. To pa! - rzuciłam się w tłum. muszę znaleźć moja matkę.
- Ej czekaj! - chłopak złapał mnie za rękę. - myślałem, ze się pobawimy razem.
- Wybacz, ale ja już mówiłam. Mam tu coś pilnego do załatwienia.
Wyraźnie posmutniał.
- Może innym razem. - przytuliłam go.
- Okej, już leć.
Ruszyłam na dół po schodach. Było ciemno. Mam 0, 0000001 %, że ja znajdę. Przepychałam się przez tłum. Co chwile jacyś kolesie próbowali mnie złapać i ze mną zatańczyć. Wyrywałam im się i dalej szukałam. Wreszcie ją zauważyłam przy barze. Nie była sama. Całowała się z jakimś przystojniakiem, który miał możne 20, możne 21 lat. Aż obrzydliwe... podeszłam do nich bliżej. Gdy byłam już całkiem blisko krzyknęłam.
- Mamo!
Odkleili się od siebie. Mama pobladła.
- Fran! Co ty tu robisz?
- Co ja tu robię? Co ja tu robię mamo? Ty masz 45 lat, a chodzisz do klubów dla młodzieży!
- Ej! zaraz, zaraz... - chłopak pewnie był oszołomiony. - Ty jesteś mamą i masz 45 lat?
- Max, posłuchaj to nie tak...
- A jak? - krzyknęliśmy prawie w tym samym momencie.
Mama popatrzyła na nas. co jej przyszło do głowy. Nie dosyć, że zdradza tatę, to jeszcze okłamuje niewinnego chłopaka.
- Max. Pamiętasz jak mi obiecałeś, ze będziemy ze sobą do końca życia, ze mnie kochasz? - ooo czyli to trwało dość dłużej.
- Abel. Ty masz córkę i i i masz 45 lat.
- To co jestem niby stara?? - mama wybuchła. - Chodź Fran słonko idziemy.
Słonko? Och tak teraz będzie dobra mamusią. Yhhh jaka ona jest, jest... dziecinna i naiwna. Wyszłyśmy z klubu. Bob popatrzył na nas jak na diabłów.
Prawię całą drogę przeszłyśmy w milczeniu. Wreszcie ją przerwałam.
- Nie powiem tacie, jeśli z tym skończysz.
- Oh tak Fran, słoneczko obiecuje! - mama rzuciła mi się na szyję.
- Już bez tych czułości.
- Ale ja cię przepraszam. Przepraszam, ze nie jestem taka matka, jaką sobie wymarzyłaś.
- Lepsza taka, niż wcale... - kochałam ją, ale czasem mnie wkurzała. Widziałam, ze się stara, ale ona z tym nie skończy. Będzie po prostu bardziej uważać. To jest jej nałóg.

--------------------------------------------------------------------------------------------------

Hmmm rozdział wyszedł taki hmmm... no nie wiem. Ogólnie misie podoba. Jest nowy wątek i nowa postać. dobra zostawiam wam do skomentowania:

Przeczytałeś, zostaw po sobie ślad!
Dodaj komentarz ›/ Pokaż wszystkie (17) ›
 

 

Z dedykacją dla http://tospontann.pinger.pl/ . Dziękuję, że jesteś ;*
---------------------------------------------------------------------------------------------

Zdjęłam buty i weszłam do salonu. Rodzice siedzieli przytuleni do siebie, oglądając jakiś film. To dziwne uczucie, gdy wiesz, że najbliższe ci osoby cie okłamują.
- O jesteś! - powiedziała mama, wstając. Dopiero zauważyłam, że tato śpi.
- Tak. Byłam u Lewisa.
- Wiem, wiem. O! Jakaś nowa kurtka? - mama przybliżyła się do mnie, a ja zrobiłam kilka kroków do tyłu, aż natrafiłam na komodę. Mimo, że była moją matką, nie miałam do niej już takiego zaufania.
- Można tak powiedzieć! - próbowałam się jakoś uratować. Ona zawsze musi się do czegoś przyczepić.
- Hmm... krój taki męski. I ty nie chodzisz w takich kurtkach. Czy ty na pewno byłaś u Lewisa? A może się dobrze bawiłaś?
- Eeee... Nie rozumiem. - Co to miało znaczyć? Czy dobrze się bawiłam? A co to? Przesłuchanie? To moje życie!
- No wiesz.. - przysunęła się bliżej do mnie, tak jakby ktoś miał nas podsłuchiwać - bara, bara pomarańcze. Mam nadzieję, że się zabezpieczyliście.
Stałam tam jak słup soli, nie mogąc nic powiedzieć. Moja mama pomyślała, że uprawiała sex! No nie...
- Acha! - powiedziała, jakby rozumiała moje milczenie - Czyli nie? No cóż, grubo moja panno. To dość ryzykowne, ale miłe, gdy zalewa cię płyn. Prawda?
- Yhh... ja...
- Dobra, dobra idź na górę, pewnie musisz wszystko opisać Cathe.
Tak jak powiedziała tak zrobiłam. Tylko co jej się ubzdurało? Ja i sex? Pff. Jeszcze jestem dziewicą.
Zdjęłam ubranie i w samej bieliźnie poszłam spać.

*

Obudził mnie przychodzący esemes. Sięgnęła po telefon. Martin: ,, Hej mała! Jak tam noc? Może dzisiaj jakiś spacer? " . ,, Nie jestem wykończona. Z moimi rodzicami coś się dzieje -.- " odpisałam.
Tak naprawdę chciałam dziś pójść na Skatepark, który wczoraj mijałam z Sebą. Ach właśnie Seba! Jak ja mu tą kurtkę oddam.
Ubrałam się w http://www.faslook.pl/collection/skate-15/ zjadłam śniadanie ( nie odzywając się do rodziców) i wyszłam. Okazało się, że cel jest znacznie bliżej niż myślałam. Doszłam tam w 5 minut. Skatepark był ogromniasty, nawet o takim nie śniłam. Pampy różnego rodzaju, tory przeszkód, nawet dla początkujących prosty plac.
- Hej lala. Ależ się odstroiłaś! - podeszło do mnie dwóch bliźniaków. Świetnie! Teraz jeszcze będą mnie gnębić klony.
- Stary! To nie twoja liga. Takiego brzydala jak ty to na oczy nie widziałem. - No racja. Jeszcze będą się kłócić.
- Jesteś taki sam jak ja wiewióro!!!
- E, e, e Jam być wyższy od ciebie knypku!
Popatrzyłam na nich z czułością.
- Jak dzieci! - wymsknęło mi się.
Obaj popatrzyli na mnie bezradnie. Hahaha cudowny widok.
- Sorry my tak zawsze. Jestem Tob. A ten niższy to Thom.
- Okej, okej. Fran.
- Jesteś nowa. Prawda? - odezwał się ,, knypek ". Sięgał mi do nosa. Za to jego brat był ode mnie ciupkę wyższy.
- No można tak powiedzieć.
- A deska?
- Co deska? - nie zrozumiałam.
- No ile jeździsz?
- Dłuuuuugoooo!
- To pokaż. - Tob pokazał na rampy - Dajesz bejbe.
Popatrzyłam na plac. ,,No to będzie niezłe przedstawienie." pomyślałam sobie w duchu. Rzuciłam deskę na beton i już na niej jechałam. Wjechałam na rampę, zrobiłam salto, zjechałam, a po drugiej stronie małego trika z deską. Pokazałam to co umiałam. Od tak zwanego mojego ,,misia" , czyli małego pirueta do ,, Fristajla " i wiele wiele innych.
Gdy skończyłam zobaczyłam nie tylko bliźniaków, ale cały tłum skejtów bijących mi brawo. Klony rzuciły się na mnie krzycząc:
- To jest nasza nowa skejt!
- Fran! Rozumiecie ziomy! Ona tutaj rządzi!
Uśmiechnęłam się w duchu. We Francji dużo osób mówiło mi, ze jestem dobra, ale nikt nie mówił, że rządzę.
Thom i Tob wzięli mnie pod rękę i przepychając się przez tłum dotarliśmy do czegoś podobnego do przystanku autobusowego. Tyle, że to było prawie na środku skateparku i miało lodówkę z napojami.
- To ławka VIP. - rzucił Thom.
- Teraz do nich należysz. Proszę twoja karta. - Tob podał mi bialuteńką kartę.
Popatrzyłam na niego bezradnie. Po co mi ona była? W starym domu nie było takich luksusów.
- Ona otwiera lodówkę z napojami. - uświadomił mnie klon
Schowałam kartę do kieszeni i ruszyłam na tor przeszkód.
- Idziecie?! - krzyknęłam, a chłopaki podbiegli do mnie. Jeździłam jeszcze przez 2 godziny, gdy nagle zważyłam podejrzanego typa wpatrującego się we mnie. Nie widziałam jego twarzy. Postanowiłam sprawdzić kto to, lecz gdy do niego podeszłam on uciekł w krzaki.
- Ej czekaj! - rzuciłam się za nim, ale on był szybszy. Już go nie było.
Ta sytuacja coraz bardziej mi się nie podoba.

------------------------------------------------------------------------------------------------

Tak, tak wiem długo nie pisałam. Miałam problemy z kompem -.- ale najgorsze za mną. Robi się coraz cieplej więc częściej wychodzę ze znajomymi na miasto. Rozdziały powinny się pojawiać co 4, 5 dni. może będzie tak, że nawet cały tydzień trzeba będzie czekać, albo kilka dni. Zależy od mojego samopoczucia. Dobra co sądzicie o rozdziale?? Czekam na opinie ;*
Dodaj komentarz ›/ Pokaż wszystkie (21) ›
 

 
Jadąc taksówką wyciągnęłam kopertę. ,, Co może być w niej takiego ważnego?" Zadawałam sobie to pytanie przez całą drogę. Po co Will mi ją dał i co gorsze, kiedy będzie ten j**y moment w którym mam ją otworzyć?. O co mu chodzi? Nie wiem. Ale się dowiem. Muszę. Nim będzie za późno.
Dojechałam na miejsce. Zapłaciłam taksówkarzowi i stanęłam przed malutką kawiarenką. Gdy weszłam do środka okazało się, że nie jest taka mała. Ściany były ceglane z różnymi kolorowymi obrazkami. Około 20 Stoliczków dwu osobowych, lada, a po prawym boku regały z książkami. Efekt był zniewalający.
Ktoś zaczepił mnie od tyłu.
- Fran! Moja mała księżniczko. - był to Lewis. Objął mnie swoim silnym ramieniem.
- Hej staruszku! Kupe lat! - bardzo się za nim stęskniłam. Nie widziałam go od 3 lat.
- Oj nie taki stary. - zrobił bezbronną minkę.
- Oj no nie. Hahahahaha!
Zaczęliśmy się śmiać. Lewi oprowadził mnie po pomieszczeniu. Pokazywał różne zakątki, ciekawe książki i przeeepyszne dania.
- Fajnie tu masz. - rzekłam siadając na stołku przy ladzie.
- Wiem. Coś podać?
- A co masz najlepszego?
- Hmmm poczekaj chwilkę. - zniknął na drzwiami.
Dopiero teraz zauważyłam, że nie ma moich rodziców. Przecież powinni tutaj być. Mama napisała mi karteczkę, a ona zawsze dotrzymuje słowa.
Lewis wrócił z jakimś koktajlem.
- Co to jest? - spytałam, biorąc łyk. - Mmmm dobree.
- Chockoshaket. Różne mieszanki czekolad, ciasteczek, polew, posypek i w ogóle takie tam.
- A odbiegając od tematu.... Gdzie są moi rodzice? Powinni tutaj być.
- Wyszli chwile przed tym jak ty przyszłaś. Mówili, że maja coś ważnego do załatwienia i że to nie może czekać. Że możliwe, że wpadniesz i że bardzo przepraszają.
- A mówili co mają do załatwienia?
- Nie. W ogóle przyszli na jakieś 5 minut. Nic nie jedli, nie pili, nie zdążyłem ich nawet oprowadzić. Ach i mówili, żebym ci tego nie mówił, ale chyba masz prawo wiedzieć.
- Hmmm... dzięki Lewis za szczerość. Ja lecę. - wzięłam torbę i przewiesiłam ją sobie przez ramię. - Paa! - krzyknęłam wychodząc.
- Trzymaj się młoda!!!
Stanęłam na pustej ulicy. Londyn wieczorem był magiczny. Nie tak magiczny jak Francja ma się rozumieć, ale było w nim coś innego, coś niezwykłego i tajemniczego.
Ruszyłam w stronę domu. Rodzice coś ukrywają. Wiem to na 100 %. Tylko co takiego się stało, że nie chcą mi powiedzieć?
- Co taka ślicznotka robi na takim odludziu? - jakiś głos wyrwał mnie z zamyśleń. Koło mnie stał bardzo dobrze zbudowany wysoki brunet.
Wzruszyłam ramionami. Nie miałam ochoty na żarty, ani nowe znajomości.
- Czyżby marznie? - jego pytanie obudziło we mnie wszystkie komórki i zauważyłam, że rzeczywiście jest dość chłodno. Potarłam gołe ramiona rękami.
- Może. - rzuciłam i ruszyłam szybszym krokiem. Niech zauważy, że nie mam ochoty z nim rozmawiać. Nagle poczułam ciepło. Zarzucił na mnie swoją kurtkę.
- Proszę. - szepnął mi do ucha.
,, Co to, to nie!!! " Pomyślałam sobie. Już miałam ściągnąć kurtkę, jednak się powstrzymałam. Jest mi w niej ciepło, a po co mam się męczyć. Niech on sobie gada, a ja będę szła i nim się obróci będziemy pod domem. Oddam mu kurtkę, a on o mnie zapomni. i wszyscy będą szczęśliwi.
Mój plan był w swoim rodzaju dobry, jednak... ehh... nie wypalił.
- Mam na imię Sebastian. - Podał mi rękę. - Ale mów mi Seba.
- Fran. - nie zrobiłam jednak żadnego gestu ręką.
- Ładnie.
Uśmiechnęłam się w duchu. Ile osób mi już to powiedziało.
- Dziękuję, ale mi się ono osobiście nie podoba.
- My ludzie tak mamy.
- Co ,, tak mamy" ? - zaciekawiłam się. Chyba jednak wstrzymam się z tym planem.
Wzruszył ramionami.
- Pragniemy tego czego nie mamy, nie doceniamy tego co już mamy. A mamy naprawdę wiele. Chcemy zmian, bo sądzimy, ze są lepsze, lecz tak naprawdę nic nie zmieniają. Szukamy dziury w całym, choć wiemy, że jej nie ma. Nie dążymy do celów, tylko je omijamy. Nie wiedząc, że to robimy. Myślimy jedno, robimy drugie, a mówimy trzecie...
- Ciekawe. - jego słowa naprawdę mnie zafascynowały, aż zaczęłam się nad nimi zastanawiać.
- Nie, to tylko teoria.
Znaleźliśmy się pod moim domem. Nawet nie wiem jakim cudem, przecież przed chwilą byliśmy na jakimś odludziu.
- No to chyba czas się rozstać. - powiedziałam niechętnie. Polubiłam tego gościa.
- Na razie. Kiedyś wpadnę.
- Cześć. - otworzyłam furtkę i wtedy sobie przypomniałam, że mam bruneta kurtkę. - Ej, czekaj... - krzyknęła za nim, bo zdążył już odejść spory kawałek - ... a kurtka!!
- Następnym razem mi ją oddasz!!
Uśmiechnęłam się i weszłam do domu.

----------------------------------------------------------------------------------------------

No jest rozdział 4! Nom pojawia się nowa postać. Sebastian, który... UPRZEDZAM... wniesie trochę rozróby do życia Fran. Lewis też nie będzie epizodyczną postacią. Ale ja tylko uprzedzam.
Dziś w szkole masakra! Ale nic tam xD trzymajcie się tam jakoś.
Dodaj komentarz ›/ Pokaż wszystkie (16) ›
 

 
Gdy dojechałam z Martinem pod dom, pożegnaliśmy się całkiem naturalnie. No prawiee... Po przytuleniu zatrzymał mnie jeszcze.
- Ale na pewno nie jesteś zła?
- Na pewno, ale zaraz będę, jak nie przestaniesz ciągle mi tym zawracać dupy!
- Okej, okej. Pa! - uśmiechnął się i mnie puścił.
- Pa.
Brunet odprowadził mnie wzrokiem pod same drzwi i gdy dałam mu znać by sobie jechał, on puścił do mnie oko. Ruszył z piskiem opon. Nacisnęłam klamkę i weszłam do domu. Nikogo nie zauważyłam.
- Rodzinko! Jestem!
Odpowiedziała mi cisza. Weszłam do kuchni. Byłam strasznie głodna. Wyciągnęłam miskę, nalałam do niej mleka i wsadziłam do mikrofalówki. Usiadłam przy stole, wtem coś przykuło moją uwagę. Mała karteczka na blacie. Podeszłam do niej i przeczytałam na głos.

,, Fran!
Pojechaliśmy do kawiarenki Lewisa. Jak chcesz to przyjedź! Drobne na taksówkę są obok...."
Rozglądnęłam się dookoła, ale nigdzie nie zauważyłam kasy. Ach tak! Mama zawsze wszystko zapomni.
,, ... Lokal nazywa się ~ Caffe library Lewis ~ Adres: Blood Street 15
P.S. Klucze są w doniczce przed domem. Zamknij porządnie drzwi i bramę ♥.
Mama"

Szybko pobiegłam na górę i przebrałam się w http://www.faslook.pl/collection/lux/. Lewis nie lubi gdy ubieram się tak na czarno, sądzi, ze to nie w moim typie. Wyciągnęłam ostatnie drobne z portfela, zadzwoniłam po taksówkę. Zamknęłam dom, furtkę i stanęła na podjeździe. Słońce już całkiem zaszło, a ulice rozświetlały nieliczne lampy. W tym świetle nasz dom wyglądał bardzo bogato. Nagle ktoś złapał mnie za ramię od tyłu. Odwróciłam się. Moim oczom ukazał się Will.
- O! - zdziwiłam się - Hej!
- Nie czas na rozmowy.
- Ale o co cho...?! - przerwałam, bo przyłożył mi palec do ust.
- Cicho! - wyciągnął jakąś kopertę z kieszeni i wcisnął mi ją do ręki. Chciałam ją otworzyć, lecz on mi znów przerwał.
- Nie! Nie otwieraj tego teraz!
- A kiedy?! - zgupiałam. Otaczał nas półmrok. Will chyba nie wiedział co odpowiedzieć.
- Będziesz wiedzieć.
- Że co? O co ci cholera chodzi? Nachodzisz mnie w nocy, dajesz mi jakieś listy i robisz ze mnie wariatkę!!
- Będziesz wiedzieć. - powtórzył. - Tylko się z nią nie rozstawaj. Miej ją zawsze przy sobie. Rozumiesz?
Osłupiałam. Czy on mi grozi?
- Tak. - wyszeptałam.
Chłopak miał już odejść, gdy się zawahał.
- Przepraszam, że rozegrałem to tak, ale inaczej nie mogę. Bo mnie... bo mnie...
- Co cie? - zaciekawiłam się. W tym chłopaku była jakaś magia.
- Po prostu przepraszam.
Ruszył w swoją stronę. Taksówka właśnie podjechała. Wsiadłam do niej.
- Na Blood Street proszę.

-----------------------------------------------------------------------------------------------

no hej! Kolejny rozdział jest xD Krótki, bo krótki, ale... Nie ma co sie martwić. Uprzedzam! Jeszcze kilka takich rozdziałów... hmm... poznających, a później będzie toczyć się akcja! Mam tysiąc pomysłów! Dobra spadam! Bay ♥
Dodaj komentarz ›/ Pokaż wszystkie (12) ›
 

 
W nocy miałam ten sam sen co wcześniej. Tyle, że to była jakby kontynuacja. Ośmioletnia ja, w ogniu, z Panem Królikiem. Nikogo nie widziałam... nie chwila... Jakaś postać zaczęła się do mnie zbliżać. Widziałam tylko kontury. Był to mężczyzna, bardzo dobrze zbudowany. ,,Może to strażak?", pomyślało sobie moje ośmioletnie ja. I wtedy usłyszałam śmiech, przeraźliwy śmiech. W ogniu błysnął nóż. Onieśmielałam. Chłop zbliżył się do mnie, jednak nie widziałam jego twarzy. Była przyciemniona, tak jakby jej w ogóle nie było. Delikatnie przejechał mi po policzku swoimi brudnymi łapskami. Uśmiechnął się do mnie. Nie widziałam tego, lecz czułam. Po chwili oderwał się ode mnie jak poparzony. Zamachał nożem nad moją głową i chciał wbić go w moje serce, lecz w tym momencie się obudziłam.
Zerwałam się na równe nogi, po czym znowu padłam na łóżko. Było strasznie ciemno, a ja byłam cała spocona. To już drugi koszmar w tym przeklętym domu. Do dupy z tym wszystkim.
Dochodziła 4 nad ranem. We Francji teraz bym sobie smacznie spała, a może już nie... Bóg wie, która tam jest godzina. Sięgnęłam po laptopa, którego wczoraj wyjęłam z torby i weszłam na skype'a. Cathe była dostępna. Zaczęłyśmy prowadzić rozmowę przez kamerkę.
- Hej! - szepnęłam.
- Co ty tam, kurwa mówisz?
Zdziwiło mnie jej słownictwo. Nigdy tak się do mnie nie odezwała. Wyglądała też jakoś inaczej. Miała podkrążone oczy, usta delikatne sine i cała rozczochrana. Dziwne...
- Hej! - powtórzyłam trochę głośniej, lecz nadal szeptem.
- Aaa... - wyglądała jakby, jakby...
- Cath czy ty może ćpałaś?! - wybuchnęłam.
- Że co? - trochę oprzytomniała, lecz zaraz wróciła do poprzedniej pozycji. Znowu nie była obecna. Może fizycznie tak, ale duchowo...
- Cath!
- Ja nic nie brałam! Nic nie piłam, nie jadłam, nie wąchałam, nie gryzłam i gówno wie co jeszcze!
- A spałaś dzisiaj?
- Tak. - na jej twarzy pojawił się szeroki uśmiech - Dwóch przeleciałam, a może trzech... jakoś tak.
- Coś ty ze sobą zrobiła? Dziwką jesteś?- wkurzyłam się na nią nie na żarty. Jak można być taką egoistką?
- Dziwką? Może... - zrobiła zamyśloną minę - Bardziej mi odpowiada sformułowanie ,, dziewczyna, która robi dobrze"
- Czyli inaczej dziwka! Boże Cath co ja narobiłam! To moja wina! - nie potrafiłam na nią spojrzeć. Gdybym się nie wyprowadziła... gdybym została... wszystko byłoby w należytym porządku. Po policzku spłynęła mi łza. Rozłączyłam się bez słowa pożegnania.
To wszystko było takie dziwne. Smutne. Byłam tu dopiero jeden dzień, a już miałam dość. Ułożyłam się wygodnie na poduszce i po chwili zasnęłam. Tej nocy nic mi już się nie śniło.

*

Obudziłam się o 9. Wypoczęta. Postanowiłam nie myśleć ani o śnie, ani o Cath. Będę cieszyć się życiem. Szybko wstałam i poszłam do łazienki. Ubrałam się w http://www.faslook.pl/collection/z-cwiekami-xd/ i chciałam wyjść. Tylko dokąd? Londynu nie znam, a bardzo bym go chciała poznać. W końcu mam tutaj żyć!
Pełna smutku usiadłam na łóżku. Wyciągnęłam telefon z kieszeni i wtedy mnie oświeciło.
- Martin!
Z prędkością światła podbiegłam do torebki. Zaczęłam w niej grzebać w poszukiwaniu karteczki.,, Gdzie ona jest?" Wyciągnęłam kawałek papieru. Nie, to paragon. Szukałam i szukałam. ,,Czy ja jej przypadkiem nie wsadziłam do kieszeni? " Rzuciłam się na spodnie które miałam wczoraj i wyciągnęłam z nich karteczkę. Szybko wpisałam numer. Odebrał po paru sygnałach.
- Halo?
- No heej! To ja!
- Tak fajnie. Kto ty?
Moja mina trochę zrzedła. Czyżby mnie nie kojarzył.
- Fran, buraku jeden!
- Przecież wiem!... Tylko się z tobą droczę!
- Jaasnee!
- A coś się stało, że dzwonisz? Czy już się za mną stęskniłaś? - parsknął śmiechem.
- To i to. Mam do ciebie prośbę.
- Jaką? - zaciekawił się.
- Jestem w Londynie drugi dzień i trochę go nie ogarniam. Może masz ochotę na małą wycieczkę krajoznawczą? - zamrugałam tak jak księżniczki. Hahaha szkoda, że tego nie widział.
- Mówisz wycieczka? Okeej! Powiedz mi gdzie mieszkasz, a będę za 15 minut!
Podałam mu adres i się rozłączyłam. nie czekałam długo, a przyjechał na swoim motorze.
- Wsiadaj! - rzucił krótko.
Posłusznie usiadłam za nim i oplotłam ręce wokół jego pasa. Ruszył z miejsca, a wtedy poczułam wiatr we włosach. Jechaliśmy najpierw przez miasto.
- To jest Big Ben! - pokazał na wielki zegar.
- Wiem, geniuszu!
- Ja cię tylko informuje! - zrobił bezbronną minkę.
- Okej, okej!
Jechaliśmy dalej. Mijaliśmy Hyde Park, London Eye, Tower Bridge, Pałac Buckingham itp. Oczywiście Martin wszystko przedstawiał.
- A to jest mój ulubiony club. Często tu się bawię. - pokazał na stare, zdarte drzwi popisane graffiti.
- Nie wygląda za ciekawie. - rzuciłam
- To tylko pozory. - znów się uśmiechnął. Ten jego uśmiech. Taki słodki.
Ruszył. Wyjechaliśmy z Londynu. Byliśmy w jakimś lesie, ale bardzo pięknym lesie. Skręcił w jakaś uliczkę i wjechaliśmy na pola. Kilka zakrętów i znaleźliśmy się nad pięknym jeziorem. Promienie słoneczne padały na nie czyniąc je jeszcze piękniejszym. wiatr delikatnie wiał, prawie nie wyczuwalnie.
- Pięknie tu, co?
- Wspaniale!
- Chodź! Idziemy na spacer.
Wziął mnie za rękę. Poczułam się nie komfortowo. Wyglądaliśmy jak para, a wcale nią nie byliśmy! Ruszyliśmy w stronę jeziora. Całą drogę przeszliśmy w milczeniu ciesząc się pogodą.
- Masz rodzeństwo? - przerwałam tą ciszę.
- Tak. Siostrę, ale nie chcę o niej mówić.
- Ok. Opowiedz mi coś o sobie.
- Lubie się dobrze bawić, jeździć na motorze i jeść truskawki.
- Truskawki?
- Tak to smak dzieciństwa. Dobra, teraz ty. Trzy fakty o sobie.
Zastanowiłam się chwilę. Co by tu powiedzieć? Po chwili namysłu rzuciłam.
- Lubie sport, adrenalinę i grać na gitarze.
- Na gitarze?
- Tak.
Spacerowaliśmy jeszcze chwile rozmawiając. Gdy słońce zaczęło zachodzić. Poszliśmy na przystań. Usiedliśmy na pomoście i wpatrywaliśmy się w blask. Wtuliłam się w niego. Wiatr zaczął mocniej wiać, rozwiewając moje włosy. Milczeliśmy. Nie potrzebne były słowa. Nagle Martin dotknął mojego policzka. Przejechał delikatnie po nim ręką. Nachylił się w moją stronę. Nasze usta dzieliło zaledwie parę centymetrów. Kilka milimetrów i prawie się spotkały, gdyby nie ja. Odepchnęłam delikatnie Martina.
- To za wcześnie. - po policzkach spłynęły mi łzy - Przepraszam.
Wstałam i ruszyłam w stronę motoru. Chłopak mnie dogonił.
- Nie. To ja przepraszam. Nie powinienem.
- Może o tym zapomnijmy?
- Dobrze.
Ruszyliśmy w drogę powrotną.

-----------------------------------------------------------------------------------------
no tak. rozdział może być. wszystko dzieje się bardzo szybko dlatego wyobraźcie sobie, ze to wszystko się toczyło o połowę wolniej xd Waszę opinie podawajcie w komentarzach Dobra spadówam. Bay ♥
 

 
Taksówka przywiozła nas pod dom. Był piękny. Niebieski, z dużymi oknami, wielkimi balkonami i cudownie zielonym ogrodem. Dzielnica, tez nie narzekam. Wokół były rozmaite domy i nie tylko. Szybko weszłam do środka i zaparłam wdech w piersiach.
- Wooow! - udało mi się wydusić.
- Podoba ci się? - spytał tata.
- Jeszcze pytasz? Czy ja jestem w raju?
- Nie. Chyba nie. Zależy co masz na myśli...
Tato zawsze traktował wszystko poważnie. Z nim nie dało się żartować, ale i tak go kochałam, bo był przy mnie zawsze. Mama za to była jego przeciwieństwem. Uwielbiała się bawić.
Weszłam po drewnianych schodach na pierwsze piętro. Nie mogłam znaleźć swojego pokoju. Była łazienka, sypialnia rodziców, pokój gościnny, pralnia i tym podobne, ale ani śladu czegoś dla mnie. Czyżby o mnie zapomnieli?
- Mamo, a gdzie mój pokój? - zawołałam.
- Wejdź na kolejne piętro!
,,Ze co? Kolejne piętro?" pomyślałam i w tej chwili zauważyłam kolejne schody. Niepewnie się po nich wspięłam, a moim oczom ukazała się duża przestrzeń. Pokój był beżowy, wokół pełno lampek, mebli, poduszek, obrazów. Inaczej mówiąc ,,niebo"!
Swoje torby rzuciłam do kąta. Nie chciało mi się ich teraz wypakowywać. Co gorsza miałam ochotę się teraz porządnie wyspać. Byłam strasznie zmęczona. Nawet nie wiem czym!
Ułożyłam się wygodnie na kanapie i zaczęłam rozmyślać. Jak to teraz będzie? Nikogo tutaj nie znam ( oprócz Martina, Ach Martin.... Jaki on jest słodki ) Nawet nie wiem kiedy zasnęłam.

*

Znalazłam się w moim starym domu. Była tam Cath, rodzice i ja. Wszyscy byli szczęśliwi, śmiali się, żartowali. Nawet tata. Graliśmy w jakąś grę planszowa. Mama się wkurzyła bo przegrała i wyrzuciła pionek przez okno. Ten śmiech buczał w mojej głowie. Nagle zaczęłam wszystko widzieć jak przez mgle. Postacie znikały, ich glosy tez. Oddalałam się. Dom stanął w ogniu. Wszędzie ogień, a ja płakałam. Wtuliłam się w moja stara przytulankę. Pana Królika. Miałam znów osiem lat. Było gorąco i strasznie się dymiło. Ogień zatoczył wokół mnie kolko. Wszystko się paliło, oprócz mnie i tego skrawka dywanu, na którym siedziałam.
- Fran! - ktoś zaczął krzyczeć - Fran! Obuć się!

*

Otworzyłam oczy. Nad moim łóżkiem zobaczyłam twarz mamy.
- Coś ci się śniło? - spytała z przerażeniem. - Strasznie krzyczlaś.
Dopiero teraz zauważyłam, ze mam mokre policzki. Pewnie od płaczu.
- Nic takiego. - otarłam je końcówka rękawu mojej bluzy. - To tylko sen.
Mama popatrzyła na mnie swoimi wielkimi oczami
- To tylko sen... - powtórzyła jakby echo - Jakby co będę na dole. - wstała i wyszła
,,To tylko sen". Te słowa nie mogły do mnie dotrzeć. Czułam, ze coś jest nie tak. Czytałam kiedyś w sumie, ze niektóre sny są prorocze, ale... tam ja miałam osiem lat.
Krążyłam po pokoju z natłokiem myśli. Bałam się. Bałam się ... tego domu!!! Ten sen. Co to mogło być?! Sięgnęłam po kurtkę, założyłam buty i wyszłam bez słowa. ,,Musze się z tym przejść".

*

Stanęłam na środku pustej ulicy. Wiał delikatny wiatr, który unosił moje brązowe włosy. Czułam wolność, swobodę. Stałam tak może przez 15 minut, gdy ktoś złapał mnie za ramie. Obróciłam się na piecie. Był to chłopak o zielonych oczach i brunatnych włosach.
- Wszystko okej?
- Tak. - skłamałam.
- Przecież widzę, ze nie. Jesteś tu nowa, bo wcześniej cie tu nie widziałem. Co się stało? Problemy z przeprowadzką?
- Można tak powiedzieć.
- Nie martw się to spokojna dzielnica. Nie ma żadnych włamań, pożar chyba ostatni był w 1984 roku. Tyle przynajmniej się dowiedziałem. - uśmiechnął się. Czy on potrafi czytać w myślach? Skąd wiedział, ze chodzi o pożar?
- To dobrze. Jestem Fran.
Nic nie odpowiedział, wiec zapytałam.
- A ty?
- Ehem... nooo.. ten...hmmm... Jack. - widać było, ze kłamie.
- Ciekawe, a to prawdziwe?
Wyglądał na skołowanego. Przetarł się po karku.
- Wiec? - zniecierpliwiłam się.
- Will. - rzucił i ruszył w swoja stronę. Co tak go wystraszyło? Nie wiem.
Ruszyłam w stronę domu. To był ciężki dzień.

----------------------------------------------------------------------------------------------

Jest ROZDZIAL 1. Ciesze się, ze udało mi się go dziś dodać. Czekam na wasze relacje. Eh, a tak przy okazji. Duzo z was wrzuciło swoje foto na bloga. Na tamtym blogu wrzuciłam jakieś tam kiedyś, ale na tym jeszcze nie, wiec co mi szkodzi. Najwyżej wam się będę śniła w koszmarach po nocach. Heh. Dobra zamulam, aha i jak wam się podoba nowy wygląd bloga??
Dodaj komentarz ›/ Pokaż wszystkie (12) ›
 

 
- Fran!! Ty obrzydliwy śpiochu wstawaj! Bo spóźnimy się na samolot!!
- Daj zesz spokój! Co tak wrzeszczysz? Zaraz wstanę!
Na zegarku dochodziła 8. A ja nie miałam zamiaru zwlekać się z łózka. Mój mózg funkcjonuje dopiero od 10.
- Bo zostaniesz sama w domu! Fran. - mama popatrzyła na mnie bezradnie- Proszę!
- No dobra, dobra! Niech będzie... - przewróciłam się na drugi bok. Mama tylko westchnęła i wyszła.
Promienie wpadały przez okna, prosto na moja twarz. Ach Francja! Moja najukochańsza Francja! Dzisiaj możliwe, ze widzę ja po raz ostatni.
Niechętnie, ale zwinnie wstałam. Udałam się od razu do łazienki. Poranna toaleta i jak zwykle wielki kłopot. Co dziś na siebie założyć?? Po kilku minutach postanowiłam założyć to http://www.faslook.pl/collection/do-szkoly-350/.
Zeszłam na dół.Tam rodzice już na mnie czekali. Delikatnie przejechałam ręką po poręczy schodów i szłam w stronę drzwi wejściowych. Czułam się tak jakbym zaczynała wszystko od nowa.
Chcielibyście czasem zacząć coś od początku? O wszystkim zapomnieć i zacząć od zera? To niby takie nie realne, a jednak...
Wtedy do domu wpadała Cathe. Moja przyjaciółka.
- Fraaaan!- rzuciła się na mnie i spoczęłyśmy w wielkim uścisku. - Myślałam, ze nie zdarzę.
Po policzkach ciekły jej łzy.
- Hej, nie płacz!
- Łatwo ci mówić! Tarce najlepsza przyjaciółkę.
- Przesadzasz!Od czego jest facebook? Będziemy ze sobą pisać!
- Ale ja chce cie tutaj! Znamy się od urodzenia. Nie chce być tu sama. Ty jesteś mną, a ja tobą, pamiętasz?
Teraz mi tez pociekły łzy. Cath była najlepsza osoba jaka w życiu spotkałam byłyśmy jak siostry i trudno było mi się z nią rozstać. Ale to musiało nastąpić.
Chwile jeszcze tak stałyśmy gdy w końcu oderwałyśmy się od siebie.
- Zegnaj! - powiedziałam cicho i odeszłam. To bolało i boli i będzie bolec.
- Zegnaj! - usłyszałam stłumiony głos.
Na lotnisko zawiozła nas taksówka. Przez cała drogę wyglądałam przez okno. To dziwne uczucie, widzieć coś po raz ostatni, coś co się kocha i szanuje.
Samolot odlatywał o 10, a była 9:36. Cóż przynajmniej nic na wariata. Odprowadziliśmy bagaże, oddaliśmy bilety i zajęliśmy miejsca. Usiadłam obok jakiegoś chłopaka. Był okolu mojego wieku.
- Hej! - zagadał
- Cześć! - odpowiedziałam niepewnie. Był naprawdę bardzo przystojny.
- Jestem Martin.
- Fran. - podałam mu rękę.
- Fran... trochę jak dla chłopaka - zaśmiał się.
Dałam mu delikatnego kuksańca w ramie.
- To skrót idioto.
- Tak? A jak brzmi twoje pełne imię i nazwisko? - uśmiechnęłam się, a on to odwzajemnił.
- Cale? Naprawdę chcesz wiedzieć?
- Mhm.
- No dobrze. Nazywam się Frances Charlle Comen Delediverse.
Chłopak nic nie odpowiedział. Wyglądał na zszokowanego. Tylko się na mnie gapił.
- I jak? Szczęśliwy? - musiałam przerwać cisze.
- Frances. Ladnie. - wyszczerzył zęby.
- Mi tam się nie podoba. - to było całkowita prawda.
- Czemu? Jak dla księżniczki. - parsknęliśmy śmiechem.
- Skąd wiesz, ze chce być księżniczką?
- Widzę to w twoich oczach.
Nawet nie zauważyłam kiedy odlecieliśmy. Z Martinem tak dobrze mi się rozmawiało, ze zapomniałam o całym świecie. Co chwila wybuchaliśmy śmiechem. Opowiadaliśmy sobie nasze śmieszne historie z dzieciństwa.
Gdy wysiadaliśmy dał mi swój numer na karteczce.
- Jak się zgubisz w Londynie to dzwon - puścił do mnie oczko.
- Jaaaaasne. Idź już sobie.
- A co nie lubisz mnie?
- Lubie, lubię. Pa! - krzyknęłam za nim, ale on tylko wystawił rękę.
No cóż jestem w Londynie! Moim nowym domu. Moim nowym życiu, z nowymi porąbanymi ludźmi i nowymi szalenie pięknymi miejscami.

----------------------------------------------------------------

Okej. Jest Prolog. Mam nadzieje, ze wam się podoba. Bo mnie osobiście tak. Zostawiam wam go do waszego oceniania. Zostawcie po sobie ślad! Proszę! Dobra nie przynudzam xD
Dodaj komentarz ›/ Pokaż wszystkie (11) ›
 

 
Zostałam nominowana przez http://heartbirdy.pinger.pl/ i dziękuję jej za to!

Zabawa polega na tym aby napisać 7 faktów o sobie i nominować kolejne 7 osób.

Fakty:
1.Nigdy nie udaje kogoś kim nie jestem ( z wyjątkami np. jak gram jakąś rolę)
2.Lubię czytać, jak i pisać ♥
3.Kocham zwierzęta, sama mam jednego kota Czarusia ;3
4.Lubie rysować, grać na gitarze, tańczyć i uprawiać sporty ( bo te rzeczy mi dobrze wychodzą)
5.Moimi ulubionymi kolorami są czarny i biały.
6.Ubóstwiam spać. Jestem leniwa jak nwm -.-
7. BRAK FAKTU 7

Nominuje:
http://aniaa12222.pinger.pl/
http://marmoladowamarmolada.pinger.pl/
http://chomiss14.pinger.pl/
http://iloveharrystyles.pinger.pl/
http://mentos123.pinger.pl/
http://wiki.miki1.pinger.pl/
 

 
1. Frances Charlle Comen Delediverse ( Fran)



Ma 19 lat. Jest nietypowa, inna niż wszystkie nastolatki. Jej ojciec jest francuzem - Quentin ( czyt. Kotę), a matka angielką ( Abel). Fran uwielbia sport, gre na gitarze i adrenaline.

2. Cathetine Lenord ( Cath, Cathe)


Ma 19 lat. Uwielbia sport, ale także jest zakupocholiczką. Jej rodzice matka: Magdalen, a ojciec: Theodore

3. Will Thomeneson


Ma 20 lat. Jest tajemniczy, ale przyjazny.

4. Sebastian Konteres ( Seba, Seb)


Ma 20 lat. Kocha śpiewać. Ma swój zespół.

5. Paul Then


Ma 19 lat. Gra na gitarze w zespole Seby. Jest jego najlepszym przyjacielem.

6. Tobias (Tob)i Thomas (thom) Wonkunt



Bliźniaki. Mają po 20 lat. Oboje są mistrzami w jeździe na desce.

7. Maximilian Douber ( Max)


Ma 21 lat. Jest kuzynem Catherine i perkusistą w zespole.

8. Julia Comment (Jul)


Sądzi, że jest najpiękniejsza. Jest bardzo bogata i uwodzi każdego przystojnego faceta.

9. Lewis Zayn Dose


Ma 56 lat.Prowadzi małą biblioteko-kawiarenkę. Jest przyjacielem rodziny Fran.

10. Eva Dose


Ma 24 lata. Córka Lewisa. Fran traktuje jak siostre. Studiuje.

11. Martin Comment ( Marti, Mart, Mar)


Ma 21 lat. Jest bratem Juli. Jest całkiem inny niż jego siostra.

-------------------------------------------------------

No dobra to bohaterowie dodani Ogólnie akcja dzieje się na razie w Avion (Francja), a później w Londynie xD Mam nadzieję, że się spodoba :3 Jutro powinien być prolog
  • awatar Gość: super super super ;) dodaję do obserwowanych :)
  • awatar Expirion †: Oo zapowiada się ciekawie. :D Daj znać jak dodasz prolog. *,*No i ostatni..Ubóstwiam go no <3 +wpadaj do mnie u mnie też nowy rozdział. ;)
  • awatar Chomiś<3: Zapowiada się dobrze xd
Dodaj komentarz ›/ Pokaż wszystkie (7) ›
 

 
Hej no to mój nowy blog! I już się na niego wkurwiłam -.- no nic. Chciałam tylko powiedzieć, że będę robić na nim wszystko: opowiadanka, moje życie, obrazki, muzyka, pasje. Pasjonuje się wszystkim więc wszystko tu będzie ♥
Prowadziłam wcześniej bloga http://secret12.pinger.pl/
Za tydzień go usune Nie podobał mi się. Dlatego zakłóadam ten! Tak wiem dziwny mam ten móżdżek, ale przecież KAŻDY JEST WARIATEM XD
Dodaj komentarz ›/ Pokaż wszystkie (6) ›